Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies klikając przycisk Ustawienia. Aby dowiedzieć się więcej zachęcamy do zapoznania się z Polityką Cookies oraz Polityką Prywatności.
Ustawienia

Szanujemy Twoją prywatność. Możesz zmienić ustawienia cookies lub zaakceptować je wszystkie. W dowolnym momencie możesz dokonać zmiany swoich ustawień.

Niezbędne pliki cookies służą do prawidłowego funkcjonowania strony internetowej i umożliwiają Ci komfortowe korzystanie z oferowanych przez nas usług.

Pliki cookies odpowiadają na podejmowane przez Ciebie działania w celu m.in. dostosowania Twoich ustawień preferencji prywatności, logowania czy wypełniania formularzy. Dzięki plikom cookies strona, z której korzystasz, może działać bez zakłóceń.

Więcej

Tego typu pliki cookies umożliwiają stronie internetowej zapamiętanie wprowadzonych przez Ciebie ustawień oraz personalizację określonych funkcjonalności czy prezentowanych treści.

Dzięki tym plikom cookies możemy zapewnić Ci większy komfort korzystania z funkcjonalności naszej strony poprzez dopasowanie jej do Twoich indywidualnych preferencji. Wyrażenie zgody na funkcjonalne i personalizacyjne pliki cookies gwarantuje dostępność większej ilości funkcji na stronie.

Więcej

Analityczne pliki cookies pomagają nam rozwijać się i dostosowywać do Twoich potrzeb.

Cookies analityczne pozwalają na uzyskanie informacji w zakresie wykorzystywania witryny internetowej, miejsca oraz częstotliwości, z jaką odwiedzane są nasze serwisy www. Dane pozwalają nam na ocenę naszych serwisów internetowych pod względem ich popularności wśród użytkowników. Zgromadzone informacje są przetwarzane w formie zanonimizowanej. Wyrażenie zgody na analityczne pliki cookies gwarantuje dostępność wszystkich funkcjonalności.

Więcej

Dzięki reklamowym plikom cookies prezentujemy Ci najciekawsze informacje i aktualności na stronach naszych partnerów.

Promocyjne pliki cookies służą do prezentowania Ci naszych komunikatów na podstawie analizy Twoich upodobań oraz Twoich zwyczajów dotyczących przeglądanej witryny internetowej. Treści promocyjne mogą pojawić się na stronach podmiotów trzecich lub firm będących naszymi partnerami oraz innych dostawców usług. Firmy te działają w charakterze pośredników prezentujących nasze treści w postaci wiadomości, ofert, komunikatów mediów społecznościowych.

Więcej
Poniedziałek, 24 sierpnia 2026
Imieniny: Bartłomiej, Jerzy, Bartosz
pochmurnie
14°C
Dziękujemy, teraz zawsze będziesz na bieżąco!

Historia Połańca to także historia jego mieszkańców. Rozmowa z lokalnym pasjonatem historii i patriotą lokalnym – Panem Łukaszem Orłowskim

Historia małego miasta kryje w sobie niezwykłe opowieści – o ludziach, rodzinach, miejscach i wydarzeniach, które kształtowały lokalną społeczność przez kolejne pokolenia. Aby je zachować, potrzebni są ci, którzy potrafią nie tylko szukać informacji w dokumentach i archiwach, ale także słuchać wspomnień mieszkańców i dostrzegać wartość codziennych historii.

Jedną z takich osób jest Pan Łukasz Orłowski – lokalny pasjonat historii, patriota lokalny, były aktywny członek Towarzystwa Kościuszkowskiego, pomysłodawca „Kapsuły Czasu” oraz twórca serwisu internetowego „Na Fali Czasu”, poświęconego historii i współczesności Połańca.

Zapraszamy do rozmowy o historii naszego miasta, pamięci mieszkańców, lokalnym patriotyzmie oraz o tym, dlaczego warto wiedzieć, skąd przychodzimy, aby lepiej rozumieć, dokąd zmierzamy.

1. Skąd wzięła się Pana pasja do historii Połańca? Historia lokalna często zaczyna się od rodzinnych wspomnień, opowieści czy miejsc, obok których przechodzimy każdego dnia. Co było początkiem Pana zainteresowania historią, a przede wszystkim historią Połańca? Czy pamięta Pan moment, kiedy przeszłość naszego miasta stała się dla Pana czymś więcej niż tylko zbiorem dat i wydarzeń?

– Dzień dobry, Pani Redaktor. Bardzo dziękuję za zaproszenie do wywiadu. Czuję się zaszczycony. Moja pasja do historii zaczęła się już we wczesnym dzieciństwie. Odkąd pamiętam, moim ulubionym przedmiotem zawsze była historia. Początkowo była to w głównej mierze historia Polski i świata. Rodzice kupowali ciekawe książki, które czasami potrafiłem czytać kilkukrotnie. 

Jednak moją największą pasją jest historia lokalna Połańca i okolic. Pamiętam jak dziś, kiedy mama przyniosła do domu pierwsze egzemplarze „Merkuriusza Połanieckiego” i „Zeszytów Połanieckich”. Z czasem informacje zapisane w artykułach przerodziły się w potrzebę samodzielnego odkrywania. Zrozumiałem, że historia Połańca nie ogranicza się jedynie do powszechnie znanych faktów. Kryje ona mnóstwo nieodkrytych detali zapisanych w archiwach państwowych, starych dokumentach, księgach, na fotografiach i mapach. I co najważniejsze takich, które nie ujrzały jeszcze światła dziennego. 

Zacząłem zgłębiać temat na własną rękę. Za każdym razem mam wrażenie, że  układam historyczne puzzle. Zgromadzone materiały doprowadziły mnie do momentu, w którym zdecydowałem, że nie powinny one dłużej leżeć w zamkniętym archiwum tylko dla mnie. Mieszkańcy Połańca również powinni poznać swoją historię w sposób przystępny i nowoczesny. Tak właśnie narodziła się idea projektu „Na Fali Czasu”.

2. Kto zaszczepił w Panu miłość do historii? Czy największy wpływ miała rodzina, nauczyciele, konkretne osoby, a może samo miejsce, w którym Pan dorastał i żyje?

– Zdecydowanie była to kombinacja tych wszystkich czynników. Ale tak naprawdę gdybym miał wskazać ten najważniejszy to bez wahania wymieniłbym moją rodzinę. Osobą, która jako pierwsza zaszczepiła we mnie prawdziwy szacunek do przeszłości, był mój świętej pamięci dziadek, Stanisław Orłowski. Był wieloletnim nauczycielem i dyrektorem szkoły w Połańcu i Rudzie. Posiadał naturalny autorytet, ale przede wszystkim niezwykły dar opowiadania i pisania. Szczególnie zimą lubiłem słuchać go w kotłowni, gdzie przy rozpalaniu pieca centralnego, opowiadał o swoim życiu i historii. Duży wpływ miało na mnie również samo miejsce, w którym dorastałem i w którym żyję. Połaniec to przecież miasto, gdzie na każdym kroku można dotknąć przeszłości. Wystarczy tylko chcieć. Z jednej strony mamy tę wielką, wielowiekową historię królewskiego miasta. Historię sięgającą czasów Piastów, Jagiellonów czy Tadeusza Kościuszki. Z drugiej niesamowitą historię najnowszą, gospodarczą, która diametralnie zmieniła nasz region od czasów  jego elektryfikacji. 

Odpowiadając na to pytanie, nie mogę pominąć również osoby świętej pamięci Mieczysława Machulaka, wieloletniego sekretarza w Urzędzie Miasta i Gminy Połaniec. Ponad 20 lat temu, przez krótki czas, miałem zaszczyt pracować pod jego okiem. Najpierw jako student tej samej uczelni co pan Mieczysław – UMCS w Lublinie – odbywający obowiązkowe praktyki, a następnie podczas stażu w Zespole Ekonomiczno-Administracyjnym Oświaty i Wychowania w Połańcu. Były to niezwykle cenne doświadczenia, pozwalające mi poznać m.in. specyfikę pracy w lokalnej administracji od podszewki. Przy okazji pomagałem sekretarzowi w przepisywaniu tekstów do komputera, które wykorzystywał do tworzenia historycznych treści w redagowanych przez siebie czasopismach – “Merkuriuszu Połanieckim” i “Zeszytach Połanieckich”. 

Nie bez znaczenia jest również moja działalność w Towarzystwie Kościuszkowskim w Połańcu  w latach 2008-2023. Dorastając w takim środowisku, uświadomiłem sobie z czasem, że historia to nie jest coś, co dzieje się gdzieś daleko. Ona działa się i wciąż dzieje tutaj. Połączenie opowieści mojego Dziadka, doświadczeń nabytych pod okiem sekretarza Machulaka, pracy społecznej w Towarzystwie Kościuszkowskim i świadomości tego, jak zmieniał się Połaniec, sprawiło, że dziś z pasją szukam tych zatartych śladów naszej lokalnej przeszłości.

3. Gdzie szuka Pan informacji o historii Połańca? Z jakich źródeł korzysta Pan najczęściej? Są to archiwa, dawne publikacje, dokumenty, lokalna prasa, rodzinne zbiory, fotografie, czy przede wszystkim rozmowy ze świadkami historii?

– Poszukiwanie informacji o Połańcu jest procesem zdecydowanie wielotorowym. Staram się czerpać ze wszystkich wymienionych przez Panią źródeł. Dokumenty historyczne dają nam twardą szkielet wydarzeń, ale to fotografie, mapy, dawna prasa i wspomnienia ludzi nadają im duszę. Mamy wiele ciekawych publikacji związanych z Połańcem. Dzięki takim autorom książek jak świętej pamięci autorzy w osobach Kazimierza Warchałowskiego, Jana Anioła, Mieczysława Tarnowskiego, Mieczysława Machulaka i wielu innych osób, możemy poznać dawny świat Połańca i okolic. 

Fundamentem są dla mnie oczywiście archiwa państwowe i historyczne dokumenty. W czasie wolnym od pracy odwiedzam Archiwum Państwowe w Kielcach Oddział w Sandomierzu, gdzie można dotknąć oryginalnych ksiąg i akt. W planach mam również udanie się do Archiwum Państwowego w Radomiu, gdzie znajduje się wiele ciekawych materiałów historycznych o naszym mieście. Bardzo lubię przeglądać i zbierać  stare gazety, w których odnajduję wzmianki prasowe o Połańcu. Czasami trafiam na źródła bardzo nietypowe i zaskakujące. 

Drugim moim żywiołem jest kartografia. Sprawia mi wielką frajdę analiza starych map i nakładanie ich na dzisiejszą topografię. W swoich zbiorach zgromadziłem już około 100 map, które sukcesywnie udostępniam czytelnikom na portalu historycznym NaFaliCzasu.pl. 

Ogromną wagę przywiązuję również do archiwalnych fotografii. W tym miejscu chciałbym szczególnie podziękować Pani Dorocie Regule. Pani Dorota zawsze bezinteresownie przekazuje mi fotografie, za co jestem jej bardzo wdzięczny. 

No i na koniec, ostatnim czynnikiem idealnie dopełniającym źródła są oczywiście rozmowy ze starszymi mieszkańcami. Nikt inny, tak jak oni, nie potrafi dopowiedzieć kontekstu, którego nie znajdę w żadnym, nawet najlepiej zachowanym dokumencie. Dla przykładu: czy wiedzieli Państwo, co oznaczało słowo „dorda”?

4. Dlaczego warto poznawać historię „małej ojczyzny”? Co sprawia, że historia ulic, domów, rodzin i zwyczajnych mieszkańców Połańca jest – Pana zdaniem – równie ważna jak wielka historia Polski?

– Pani Redaktor, nie byłoby wielkiej historii, gdyby nie miliony małych, lokalnych historii. W szkolnych podręcznikach poznajemy przekrojowo daty, bitwy czy nazwiska znanych bohaterów. Wszystkie te elementy wydają się nam jednak dość odległe. A teraz spójrzmy na naszą "małą ojczyznę". Historia jest tu niezwykle namacalna, możemy jej dosłownie dotknąć. Może to być ulica, którą codziennie chodzimy do sklepu czy pracy. Może to być konkretny, stary dom na rogu, obiekt małej architektury czy też losy naszych przodków. Poznawanie lokalnej historii daje nam korzenie. Połaniec jest królewskim miastem z wielowiekowymi tradycjami. Kiedy sobie to uświadomimy, zaczniemy patrzeć na nasze codzienne otoczenie z dużo większym szacunkiem. 

Równie ciekawa jest historia powojenna, rozwój infrastruktury czy budowa elektrowni. Tak na marginesie, do dzisiaj, podobnie jak wielu mieszkańców, nie mogę zaakceptować utraty przez Elektrownię Połaniec patrona, Tadeusza Kościuszki. I przede wszystkim zrozumieć, dlaczego jeszcze go nie odzyskała. Kiedy odkryjemy przed młodymi ludźmi, że ich najbliższa okolica kryje tajemnice równie ciekawe jak te w większych miastach, wzbudzimy w nich prawdziwy, lokalny patriotyzm. A rozumiejąc przeszłość swojego miasta, po prostu bardziej się o nie dba. I chce się dla niego działać w przyszłości.

5. Jak działalność Towarzystwa Kościuszkowskiego wpłynęła na Pana spojrzenie na historię? Przez lata był Pan aktywnie związany z Towarzystwem Kościuszkowskim. Co dało Panu to doświadczenie i jak wpłynęło na Pana postrzeganie Tadeusza Kościuszki, Połańca oraz idei lokalnego patriotyzmu?

– Działalność w Towarzystwie Kościuszkowskim w Połańcu w latach 2008-2023 była dla mnie ważnym etapem i swoistą szkołą zaangażowania społecznego. Przez 15 lat miałem okazję poznać wiele osób, a jako aktywny członek grupy rekonstrukcyjnej – odwiedzić mnóstwo ciekawych miejsc w kraju i za granicą. Tam też w pełni zdałem sobie sprawę, że dbanie o historię to nie tylko indywidualne poszukiwania w archiwach, ale przede wszystkim praca zespołowa na rzecz naszego wspólnego dziedzictwa. 

Jeżeli chodzi o drugą część pytania, czyli postać Tadeusza Kościuszki, to mogę powiedzieć, że to doświadczenie pozwoliło mi spojrzeć na niego jak na człowieka z krwi i kości. Zobaczyłem w nim zarówno wybitnego dowódcę, jak i przede wszystkim wizjonera oraz społecznika. Uniwersał Połaniecki, ogłoszony przez niego 7 maja 1794 roku, jest z perspektywy naszego miasta powodem do ogromnej dumy. Tego nam nikt nigdy nie zabierze. Był aktem wielkiej wrażliwości i próbą budowania nowoczesnego społeczeństwa. Wszystko to mocno ukształtowało moje postrzeganie lokalnego patriotyzmu. Z czasem zrozumiałem, że patriotyzm to nie tylko uroczystości i składanie kwiatów.

 Dziś widzę go przede wszystkim jako codzienną pracę u podstaw. Z tego ducha bierze się to, co staram się robić obecnie, zarówno liderując projektowi „Na Fali Czasu”, jak i pracując na co dzień od prawie 18 lat w Lokalnej Grupie Działania – Dorzecze Wisły. Prawdziwy patriotyzm lokalny to dla mnie integrowanie mieszkańców i tworzenie dla nich inicjatyw: od artykułów historycznych i podcastów, po chociażby wspólne spływy kajakowe Czarną (nie Czarną Staszowską!). Innymi słowy, to po prostu budowanie miejsca, z którego wszyscy możemy być dumni. 

6. Czy mieszkańcy Połańca dostrzegają wyjątkowość swojego miasta? Połaniec zajmuje szczególne miejsce w historii Polski za sprawą Uniwersału Połanieckiego i postaci Tadeusza Kościuszki. Czy Pana zdaniem mieszkańcy w pełni doceniają to dziedzictwo? Czy lokalna historia jest wystarczająco obecna w świadomości młodego pokolenia?

– Z jednej strony chyba każdy mieszkaniec Połańca od dziecka wie, kim był Tadeusz Kościuszko. Z pewnością również słyszał, czym był Uniwersał Połaniecki. W tym miejscu skieruję słowa uznania do Pań przedszkolanek i P. Konstantego Michorowskiego, którzy aktywnie przybliżają dzieciom historię naszego miasta już na wczesnym etapie ich rozwoju. Mamy pomnik Tadeusza Kościuszki z 1984 roku. Lada moment będziemy mieli drugi pomnik Naczelnika w sercu Połańca, na Placu Uniwersału Połanieckiego. Kolejnym historycznym miejscem jest Kopiec Kościuszki, usypany w 1917 roku, a do tego dochodzi wiele innych, mniejszych obiektów historycznych, z których jesteśmy niezwykle dumni. 

Z drugiej jednak strony z wielką historią po prostu się oswajamy. I jest to w pełni zrozumiałe. W codziennym pędzie życia mijamy te historyczne miejsca w drodze do pracy czy idąc na zakupy. Zapominamy, jak ogromne znaczenie dla Polski miały wydarzenia, które się tu rozegrały na przestrzeni czasu. I dlatego też naszą misją jest tę świadomość nieustannie odświeżać. 

Jeśli pyta Pani o młode pokolenie, to uważam, że stoimy przed ważnym zadaniem. Dzisiejsza młodzież żyje w zupełnie innej rzeczywistości – bardzo szybkiej i przede wszystkim cyfrowej. Znane nam z naszych czasów tradycyjne formy przekazu, takie jak szkolne akademie czy przydługie, suche wykłady, często do nich nie trafiają. Ale to absolutnie nie oznacza, że nie interesuje ich historia własnego miasta. Wręcz przeciwnie. Widzę to wyraźnie choćby w działaniach organizowanych przez Miasto i Gminę Połaniec, Zespół Szkół w Połańcu, Miejsko-Gminną Bibliotekę im. Adama Mickiewicza w Połańcu, Centrum Kultury i Sztuki w Połańcu czy Towarzystwo Kościuszkowskie w Połańcu. 

Młodzi ludzie chcą znać swoje korzenie i są z nich dumni. Tylko my, dorośli, musimy nauczyć się opowiadać im o tej historii za pomocą ich własnego, nowoczesnego języka. Dlatego też, z niecierpliwością czekam na zakończenie rewitalizacji Dworu w Ruszczy, gdzie będzie można stworzyć nowoczesną przestrzeń edukacyjną. Połączy ona łączącą bogactwo naszych dziejów z multimedialnymi narzędziami, które w naturalny sposób mają szansę przemówić do wyobraźni zarówno najmłodszych mieszkańców, jak i młodzieży z naszej gminy.

7. Jak narodził się pomysł na „Na Fali Czasu”? Od października 2025 roku prowadzi Pan serwis internetowy „Na Fali Czasu”, który zyskuje coraz większą popularność. Można powiedzieć, że jest to współczesna kronika Połańca – miejsce, w którym historia spotyka się z teraźniejszością. Skąd wziął się pomysł na stworzenie serwisu i jaka idea przyświeca Panu podczas jego prowadzenia?

– Pomysł narodził się tak naprawdę z bardzo naturalnej potrzeby. Przez dłuższy czas gromadziłem różnego rodzaju materiały historyczne związane z Połańcem. Tłumaczyłem dawne teksty, analizowałem historyczne mapy, tworzyłem grafiki itp. Duże doświadczenie zdobyłem prowadząc przez wiele lat kilka dużych i małych stron internetowych. Z czasem mój prywatny dysk twardy na komputerze dość szybko się zapełniał, można wręcz powiedzieć, że pękał w szwach od tych cyfrowych skarbów. W międzyczasie współpracowałem z portalem polaniec.com.pl, gdzie publikowano artykuły historyczne mojego autorstwa. 

W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że, po pierwsze, o czym już wyżej wspomniałem pokrótce, trzymanie tego wszystkiego w zamkniętych folderach mija się z celem. Po drugie, w cyfrowej przestrzeni brakuje takiego jednego konkretnego miejsca, które skupiałoby wszelkiej maści historyczne aspekty dotyczące Połańca i okolic. Historia traci swój sens, gdy nie jest opowiadana. Zrozumiałem, że muszę stworzyć przestrzeń, w której będę mógł podzielić się tymi odkryciami z innymi. 

Przy tworzeniu tego przedsięwzięcia jedyne, czego mi brakowało, to czas. Ale pewnego dnia, będąc na chorobowym, zmotywowałem się, żeby rozrysować sobie cały projekt, a następnie go wdrożyć. I tak oficjalnie w październiku ubiegłego roku wystartował portal „Na Fali Czasu” i powiązane z nim media społecznościowe. Główną ideą, która od początku mi przyświeca, jest odczarowanie lokalnej historii. Chciałem wyciągnąć ją z zakurzonych archiwów i udowodnić, że przeszłość można podać w bardzo atrakcyjny, nowoczesny sposób. Tym bardziej, że często irytowały mnie niektóre wypowiedzi w komentarzach niektórych osób. Dla przykładu: opinie, że „gdyby nie elektrownia, to by tu nic nie było”, czy częste przypisywanie przez naszych sąsiadów rzece Czarnej przymiotnika „staszowska”, co nie jest prawdą. 

NaFaliCzasu.pl to serwis internetowy, który pełni funkcję kroniki historycznej i forum refleksji nad miastem Połaniec oraz jego najbliższymi okolicami. I właśnie dlatego nie ograniczam się tylko do tekstów. Stawiam mocno na multimedia m.in. co sobotę publikowany jest nowy odcinek podcastu historycznego audio, który można włączyć podczas podróży czy domowych obowiązków. Dużą satysfakcję daje mi też praca z grafiką. Nagrywam krótkie wideo związane z historią i zabytkami Połańca. 

Generalnie chcę, aby „Na Fali Czasu” było pomostem, gdzie ogromny szacunek do dawnego Połańca spotyka się z formą przekazu skrojoną na miarę XXI wieku. Dużo jeszcze musi wody w Czarnej  upłynąć, zanim będę w pełni zadowolony z ostatecznych efektów, ale budowanie nowoczesnej świadomości historycznej to maraton, a nie sprint. Każdy zrealizowany materiał bardzo mnie cieszy. Zależy mi, by była to żywa kronika, w której każdy, niezależnie od wieku, znajdzie coś dla siebie.

8. Czy „Na Fali Czasu” ma być archiwum pamięci mieszkańców? Czy chciałby Pan, aby w przyszłości serwis stał się swoistym archiwum pamięci Połańca – miejscem, do którego będą mogli wracać również ci, którzy dopiero będą poznawać historię naszego miasta?

– Zdecydowanie tak, w zasadzie to jest jeden z moich głównych, długoterminowych celów. Chciałbym, abyśmy nie myśleli o tym projekcie jak o archiwum w tradycyjnym, nieco archaicznym rozumieniu. A więc miejscu, gdzie gromadzi się jedynie dokumenty, układa je w gablotach i na półkach. Od tego jest Biblioteka Publiczna, która idealnie zdaje egzamin, realizując swoje statutowe obowiązki. Czy też muzeum, którego, tak na marginesie, bardzo brakuje w Połańcu. Ale to jest zupełnie inna kwestia. 

Mój projekt, co do zasady, ma być cyfrowym archiwum pamięci mieszkańców Połańca. Archiwum, do którego dostęp mają wszyscy, z każdego miejsca i z każdego urządzenia. I, co najważniejsze, za darmo. Nie wyobrażam sobie, żeby na portalu pojawiały się jakiekolwiek reklamy komercyjne, zakłócające spokojne przeglądanie treści. 

Tutaj muszę wspomnieć jeszcze o tym, że bardzo cenię sobie komentarze użytkowników, które pojawiają się pod publikowanymi materiałami. Ludzie coraz częściej zaczynają się otwierać i dzielić własnymi wspomnieniami. W wiadomości prywatnej, mailowej czy w komentarzu na Facebooku przypominają sobie detale dotyczące publikowanych zdjęć, historii czy wideo. A przecież dokładnie z takich właśnie okruchów pamięci składa się historia. 

Moim wielkim marzeniem jest, aby ten serwis stał się kiedyś Cyfrowym Archiwum Lokalnym, a docelowo cyfrową kapsułą czasu dla Połańca. Miejscem, do którego za 5, 10 czy 20 lat zajrzy młody mieszkaniec i znajdzie tam interesujący go i przede wszystkim prawdziwy obraz swojego miasta.

9. Co oznacza dla Pana „Kapsuła Czasu”? Jest Pan pomysłodawcą „Kapsuły Czasu”, złożonej 18 lipca 2024 roku na połanieckim rynku podczas obchodów 760. rocznicy nadania praw miejskich Połańcowi. Jakie znaczenie ma dla Pana pozostawienie współczesnego świadectwa życia naszego miasta przyszłym pokoleniom?

– Pomysł stworzenia kapsuły czasu jest dla mnie pięknym wspomnieniem. Od czasu jego realizacji minęło już ponad dwa lata. Niesamowite. Bardzo się cieszę, że w tak krótkim czasie udało się m.in. przy dużym udziale pani Redaktor zrealizować to przedsięwzięcie. 

Co mogę o nim powiedzieć. Jest pomysłem przede wszystkim symbolicznym. W wolnej chwili zajmuję się odkrywaniem przeszłości. Odszukuję dokumenty w archiwach cyfrowych, tworzę artykuły, czy przeglądam stare mapy. Wspólne złożenie kapsuły pozwoliło nam, jako społeczności, odwrócić te role. Tym razem to My staliśmy się twórcami historycznego źródła dla kogoś, kto za umowne 100 lat kiedyś ją otworzy. A kiedy się to stanie, wraz z innymi osobami będzie próbował zrozumieć, kim byliśmy, jak żyliśmy i o czym marzyliśmy w 2024 roku. 

Dzisiaj żyjemy w epoce cyfrowej. Informacje przemijają błyskawicznie. Dlatego należało zostawić po sobie fizyczny, namacalny ślad. Chciałem, aby przyszłe pokolenia, otwierając ten depozyt w XXII wieku miały po nas taką właśnie pamiątkę. 

Jestem bardzo dumny i wdzięczny, że pomysł znalazł uznanie władz samorządowych. Za każdym razem, jak spaceruję Placem Uniwersału Połanieckiego, idąc do Babci na ul. 11 Listopada, spoglądam na tę małą tablicę wmurowaną w południową ścianę dawnej remizy strażackiej. Oczami wyobraźni widzę, jak w 2124 Połańczanie otwierają kapsułę. I po przeczytaniu listu i obejrzeniu dołączonych do niego pamiątek, uświadamiają sobie, że żyli tu ludzie, którzy kochali Połaniec, doceniali jego dziedzictwo i z nadzieją myśleli o tych, którzy przejmą po nich pałeczkę.

10. Co jest najważniejsze w pisaniu o lokalnej historii? Czy przede wszystkim wierne odtworzenie faktów, ocalenie od zapomnienia ludzi i wydarzeń, czy może zachęcenie czytelnika do własnych poszukiwań i refleksji?

– W zasadzie każdy z przedstawionych przez Panią elementów w pytaniu jest bardzo ważny. Nie da się wybrać tylko jednej z tych rzeczy, bo stanowią one razem nierozerwalną całość, uzupełniając się wzajemnie. Ja widziałbym to na przykładnie piramidy. Na samym dole umieściłbym wierne odtworzenie faktów. Rzetelność i szacunek do prawdy historycznej to pierwszy i najważniejszy obowiązek każdego, kto o niej pisze. Same fakty są niezmiernie ważne i stanowią szkielet całości. Dopiero na tej twardej i solidnej podstawie powinna znaleźć się kolejna warstwa, czyli ocalenie od zapomnienia. Suche zapisy i daty wyciągane z archiwów, publikacji czy kalendariów nabierają wartości dopiero wtedy, kiedy nadamy im ludzką twarz. Będzie to dla przykładu przypomnienie losów naszych przodków czy przywrócenie pamięci o obiektach, których już z nami nie ma. 

Z kolei na samym szczycie piramidy znajduje się zachęcenie czytelnika do własnych poszukiwań, wyciągania wniosków i refleksji. Prawdziwym sukcesem projektu „Na Fali Czasu” nie będzie to, że ktoś wejdzie na stronę i nabije licznik wyświetleń. Sukcesem jest dopiero ten moment, w którym zainteresuje się daną kwestią. Pociągnie temat dalej i zapyta członków swojej rodziny o daną kwestię, odwiedzi opisane miejsce lub przejrzy domowe albumy. To właśnie ta iskra, która rozbudzi w innych ich własne zainteresowanie naszą "małą ojczyzną".

11. Czy mieszkańcy chętnie dzielą się rodzinnymi pamiątkami? Wiele lokalnych historii nie znajduje się w oficjalnych dokumentach. Są przechowywane w rodzinnych albumach, listach, fotografiach i wspomnieniach. Czy mieszkańcy Połańca chętnie dzielą się z Panem takimi pamiątkami i opowieściami?

– Z tym akurat bywa różnie, aczkolwiek da się zauważyć stale rosnącą otwartość mieszkańców. Potwierdzenie tego znajduję w wiadomościach prywatnych, e-mailach czy też w komentarzach pod artykułami. Początkowo, co zresztą w pełni zrozumiałe, ludzie podchodzą do tematu z pewną ostrożnością. W końcu to wspomnienia o ich bliskich, nierzadko jedyne pamiątki po dziadkach czy pradziadkach, które przetrwały trudne czasy. Podejście jednak diametralnie się zmienia, gdy widzą, z jakim szacunkiem traktujemy powierzone pamiątki. Zaufanie buduje się przecież poprzez działanie. Kiedy ta bariera pęka, otwierają się domowe archiwa, a to są dla mnie momenty absolutnie bezcenne. Zeskanowane fotografie, a niejednokrotnie także dokumenty, dostarczają nam bezstronnych faktów i dat, za którymi kryją się prawdziwe emocje oraz koloryt dawnego Połańca. 

Za wszystkie prywatne zbiory, nawet te składające się z zaledwie jednego zdjęcia, jestem bardzo wdzięczny i zachęcam do ich udostępniania. Bardzo często stają się one tym brakującym elementem historycznej układanki, który uzupełnia materiał tekstowy o unikalną perspektywę, bez której opowieść o dawnym Połańcu byłaby po prostu niepełna.

12. Czy jest historia, która szczególnie Pana poruszyła? Czy zdarzyła się Panu fotografia, dokument lub wspomnienie, które szczególnie Pana poruszyło i zmieniło sposób, w jaki patrzył Pan na konkretne wydarzenie albo osobę z przeszłości Połańca?

– Tych historii było kilka, ale gdybym miał wskazać te, które najmocniej na mnie wpłynęły, podzieliłbym je na dwie sfery: ludzką i dokumentalną. W sferze ludzkiej najbardziej poruszające są dla mnie zawsze momenty związane z autentycznymi wspomnieniami ludzi, utrwalonymi w pamiętnikach, prywatnych filmikach wideo czy na fotografiach. Mam na myśli spojrzenie konkretnego człowieka, dawnego mieszkańca Połańca lub osoby w jakiś sposób związanej z naszym miastem. 

W takich chwilach czuję z tą osobą niemal fizyczną więź. Uświadamiam sobie, że mimo iż dzieli nas często sto lat, czasami mniej lub więcej, ta osoba chodziła przecież tymi samymi ulicami. Zawsze prowadzi to do refleksji nad przemijaniem. 

Za przykład, w ostatnim czasie, może posłużyć rękopis pani Janiny Pieciun z lat 1930-1981, który został opublikowany na portalu Na Fali Czasu. Dodam tylko, że na ten bardzo szczery zapis losów polskiej dziewczynki, potem kobiety, natrafiłem zupełnie przypadkowo w Kórnickiej Bibliotece Cyfrowej. Opowieść bierze swój początek w Łodzi, ale bardzo szybko przenosi się w nasze strony. Razem z małą Janką trafiamy w mroźny dzień do Staszowa, a chwilę później do Połańca, gdzie pod budynkiem gminy na przerażone dzieci z transportu czekali lokalni patrioci. Pamiętnik czyta się naprawdę z wielką ciekawością, dlatego gorąco zachęcam do jego lektury. Tym bardziej, że przeprowadziłem prywatne śledztwo i ustaliłem, jaką drogą materiał trafił do biblioteki, i co szczególnie dla mnie ważne, dotarłem do rodziny autorki wspomnień. 

Z kolei w sferze dokumentalnej, jeśli chodzi o ostatnie materiały, mogę wskazać odnalezienie odtajnionego amerykańskiego raportu wywiadowczego CIA z 1950 roku. Dokument dotyczył powojennej inwentaryzacji i planowania przestrzennego w naszym mieście. Są to również dawne dokumenty historyczne z Archiwum Akt Dawnych w Warszawie czy też archiwów cyfrowych. 

Takie odkrycia zawsze są fascynujące. Za każdym razem potwierdzają, że nie ma czegoś takiego jak prowincjonalna historia. Musimy zdać sobie sprawę, że dzieje Połańca nie ograniczają się tylko do Uniwersału Połanieckiego czy czasów Jagiellonów. Czy ktoś tego chce, czy nie, od zawsze były one wplecione i będą w wielką historię Polski. Lektura każdego, nawet najmniejszego materiału historycznego czy krótkiej prasówki z dawnej gazety uczy ogromnej pokory wobec przeszłości i udowadnia, że nasze miasto wciąż ukrywa przed nami mnóstwo tajemnic i zagadek.

13. Jakich historii Połańca wciąż nie znamy? Historia to nie tylko wielkie postacie i przełomowe wydarzenia. To również codzienne życie zwykłych ludzi. Czy jest jakaś grupa mieszkańców, wydarzenie lub fragment historii Połańca, o którym wciąż wiemy zbyt mało, a który zasługuje na szczególne przypomnienie?

– Dosyć często zdarza nam się ulec pokusie, by naszą lokalną narrację budować wyłącznie wokół pomników, zrywów narodowych czy ważnych inwestycji. Tymczasem z historycznego punktu widzenia w dziejach naszego miasta wciąż można wskazać białe plamy – wyrwy w czasie, które kryją najwięcej tajemnic. 

Takimi białymi plamami są głównie trzy okresy. Pierwszy z nich to mroki wczesnego średniowiecza, a zatem czas przed XIII wiekiem. Wiemy, że Połaniec to jeden z najstarszych i najważniejszych ośrodków w okolicy, natomiast okres, zanim stał się formalnym grodem kasztelańskim, to wciąż domena archeologii. Nie posiadamy twardych źródeł pisanych. Wprawdzie wiemy co nieco o najstarszym osadnictwie na Winnej Górze czy o funkcjonowaniu grodu na szlaku w kierunku Rusi, jednakże brakuje pergaminów, kronik i zapisów, które z pewnością rzuciłyby nowe światło na codzienne życie naszych przodków. Nieco więcej dowiadujemy się dopiero, kiedy na arenę wkroczył Bolesław V Wstydliwy czy, trochę później, Kazimierz Wielki. 

Druga potężna wyrwa w naszej pamięci to zdecydowanie przełom XVII i XVIII wieku, czyli czasy od potopu szwedzkiego, najazdu wojsk Jerzego Rakoczego i wielkiej wojny północnej. W tamtej epoce historia Połańca dosłownie obróciła się w popiół i zgliszcza. Gwałtowne wyludnienie i pożary trawiące drewnianą zabudowę na przestrzeni lat wielokrotnie niszczyły bezcenne księgi miejskie, akta i dawne metryki. Dlatego też historię tych brakujących lat często rekonstruujemy z pojedynczych, ocalałych wzmianek. 

Jednak grupą Połańczan, która z mojej perspektywy najbardziej zasługuje na przypomnienie, są pokolenia mieszkańców żyjące w latach 1869–1914. Paradoksalnie jest to czas stosunkowo niedawny, ot nieco ponad 100-150 lat temu. Ale często celowo pomijany. Historycy i regionaliści lubią przeskakiwać od dni Uniwersału Połanieckiego z 1794 roku prosto do czasów II wojny światowej i budowy elektrowni. Tymczasem pamiętamy, co stało się w 1869 roku. Połaniec, po dotkliwym odebraniu praw miejskich, został zdegradowany do roli osady. Z perspektywy gospodarczej nastąpił w tym czasie długi marazm. W dodatku brak jakichkolwiek inwestycji infrastrukturalnych i upadek lokalnego rzemiosła sprawiły, że ten czas jest kronikarską pustką. 

Życie toczyło się tu bardzo powolnym rytmem, opartym tylko na rolnictwie i zmaganiu się z trudami galicyjskiego pogranicza. Ten stan trwał aż do lat 50. XX wieku, kiedy to rozpoczęto elektryfikację. I dlatego właśnie ci ludzie, zmagający się z ówczesną szarą rzeczywistością, z biedą i zapomnieniem ze strony zaborcy, najbardziej zasługują na naszą uwagę. Czyż bez ich codziennego uporu, pracy na roli i przywiązania do tej ziemi Połaniec przetrwałby swój najtrudniejszy czas? Śmiem twierdzić, że niekoniecznie – ba, mogłoby nas nawet nie być. I nie moglibyśmy dzisiaj porozmawiać ze sobą.

14. Czy kibicowanie też może być formą lokalnego patriotyzmu? Jest Pan również wiernym kibicem naszej drużyny siatkarskiej Czarni Połaniec, a podczas meczów czasami towarzyszy Panu córka Oliwia. Czy wspólne kibicowanie jest dla Pana jednym ze sposobów budowania więzi z miastem i jego mieszkańcami?

– Z całą pewnością. Lokalny patriotyzm ma wiele wymiarów i absolutnie nie sprowadza się tylko do zwiedzania bibliotek, pisania artykułów czy analizowania starych dokumentów. Jest nim także, a może przede wszystkim, żywe uczestnictwo w tym, co dzieje się w mieście i gminie tu i teraz. A bardzo dobrym przykładem jest właśnie przywołany aspekt sportowy czyli kibicowanie drużynie siatkarzy MKS Czarni Połaniec. Kiedy siadamy na trybunach hali sportowej, przestaje dla nas mieć znaczenie, czym zajmujemy się na co dzień. Łączy nas jeden cel i ogromne poczucie wspólnoty. Wszyscy trzymamy kciuki za zawodników, którzy na parkiecie reprezentują przecież nas wszystkich – reprezentują Połaniec. 

I tak naprawdę nie ma znaczenia dyscyplina, bo zarówno piłkarze, zapaśnicy jak i młodzi pływacy potrafią zintegrować wokół siebie kibiców, a to buduje więź między mieszkańcami. I oczywiście każdy rodzic przyzna, że obecność jego dziecka na wydarzeniu sportowym zawsze ma wymiar szczególny. Sportowe emocje, wspólne przeżywanie zwycięstw, a czasem i porażek, to przecież doskonała, żywa lekcja lokalnego patriotyzmu.

15. Czy znajomość historii pomaga lepiej rozumieć teraźniejszość? Z jednej strony sięga Pan do przeszłości, z drugiej bardzo aktywnie obserwuje Pan współczesny Połaniec. Czy historia pomaga Panu lepiej rozumieć zmiany zachodzące w naszym mieście i odpowiedzialniej myśleć o jego przyszłości?

– Znajomość historii zdecydowanie pomaga nam lepiej zrozumieć teraźniejszość. Jest ona ciągłym procesem przyczynowo-skutkowym. Nie będziemy w stanie w pełni zrozumieć tego, w jakim punkcie dzisiaj znajduje się Połaniec, bez spojrzenia na to, jak funkcjonował on na przestrzeni dziesięcioleci. Każda współczesna władza samorządowa, realizując swoje zadania np. infrastrukturalne, pisze kolejny rozdział tej samej, wiekowej kroniki miejskiej. Czasy, w których obecnie żyjemy, za lada moment będą historią. Dlatego też, przede wszystkim powinniśmy pamiętać o tym, że nie rozwijamy Połańca wyłącznie dla siebie. Od naszych dzisiejszych decyzji zależy to, jaką przestrzeń przekażemy naszym dzieciom jutro.

16. Czym jest dla Pana lokalny patriotyzm? Czy patriotyzm lokalny to przede wszystkim pamięć o ludziach i wydarzeniach, udział w uroczystościach, troska o miejsce, w którym żyjemy, kibicowanie lokalnej drużynie, a może zwykłe zainteresowanie tym, co dzieje się wokół nas? Jak przekazywać tę postawę młodemu pokoleniu?

– Pani redaktor właściwie wyczerpała definicję w swoim pytaniu, bo dla mnie lokalny patriotyzm to dokładnie suma tych wszystkich elementów. Szacunek do historii i udział w uroczystościach to nasz fundament, ale dla mnie patriotyzm to przede wszystkim teraźniejszość i działanie u podstaw. Mam tu na myśli np. to, jak wygląda nasza ulica i zainteresowanie tym, co dzieje się w samorządzie. To również, wspomniane wyżej zdzieranie gardła na meczach siatkarzy czy piłkarzy Czarnych Połaniec. A jak przekazywać to młodemu pokoleniu? Na pewno nie nauczymy młodzieży miłości do "małej ojczyzny" za pomocą suchych, nudnych oklepanych schematów. Musimy dać im przestrzeń do działania. 

Natomiast w wymiarze prywatnym, uważam, że najlepszą lekcją jest po prostu wspólne, aktywne życie w naszym mieście. Jeśli my, dorośli, będziemy autentycznie i z pasją dbać o Połaniec, nasze dzieci w sposób naturalny przejmą to dziedzictwo.

17. Co powinno zostać zachowane dla przyszłych pokoleń? Patrząc na dzisiejszy Połaniec z perspektywy człowieka, który tak mocno interesuje się jego przeszłością, jakie zmiany w naszym mieście uważa Pan za szczególnie ważne? I co chciałby Pan, aby w Połańcu pozostało niezmienne mimo upływu kolejnych dekad?

– Patrząc na dzisiejszy Połaniec, z ogromną satysfakcją obserwuję, jak nasze miasto dynamicznie idzie do przodu. Bardzo ważne jest, aby miasto nie stało w miejscu, lecz stawało się coraz wygodniejszą i bezpieczniejszą przestrzenią do życia dla nas wszystkich. Z drugiej strony, jest w Połańcu coś, co za wszelką cenę powinniśmy chronić przed upływem czasu i zadeptywaniem. 

Przede wszystkim chciałbym, aby niezmienny pozostał nasz szacunek do historycznego dziedzictwa. Mam tu na myśli zachowanie pamięci o królewskich korzeniach, opiekę nad historycznym układem przestrzennym miasta, aż po szacunek dla historii najnowszej i otaczającej nas przyrody. Największym skarbem, który musimy przekazywać kolejnym pokoleniom w stanie nienaruszonym, powinna być duma z przeszłości, dynamika rozwoju i siła naszej lokalnej społeczności.

18. Czy czuje się Pan współczesnym kronikarzem Połańca? Każda lokalna społeczność ma swoich kronikarzy – ludzi, którzy zbierają wspomnienia, dokumentują wydarzenia i przypominają innym, skąd pochodzą. Czy poprzez „Na Fali Czasu” i swoje publikacje czuje się Pan dziś właśnie taką osobą dla Połańca?

– Współczesny kronikarz to bardzo zaszczytne określenie. Ale podchodzę do niego z dużą pokorą. Ja swoją rolę widzę nieco inaczej. Bardziej jako pomost między dawnym a współczesnym Połańcem. A dzięki projektowi "Na Fali Czasu" mam przestrzeń do działania i niezależność. Nazwałbym to czymś w rodzaju animatora naszej lokalnej pamięci. Pełna zgoda, tworzenie artykułów, prezentowanie historycznych map czy nagrywanie podcastów to praca stricte archiwistyczna. I można ją nazwać kronikarską. 

Aczkolwiek najważniejszym dla mnie jest to, że nie robię tego sam. Bo prawdziwymi współkronikarzami są mieszkańcy Miasta i Gminy Połaniec. Przesyłają swoje rodzinne fotografie, ciekawe archiwalia i dzielą się unikalnymi wspomnieniami. Bez ich zaangażowania z pewnością nie powstałaby wspomniana dzisiaj kapsuła czasu. Jeżeli moja działalność sprawia, że ktoś na nowo odkrywa historię naszego miasta to tak, mogę powiedzieć, że spełniam rolę współczesnego, cyfrowego kronikarza. Z tą jednak ważną różnicą, że jest to nasza wspólna kronika. Za co oczywiście jestem bardzo wdzięczny.

19. Na zakończenie zapytam o przyszłość. Czego życzyłby Pan mieszkańcom Połańca – jako pasjonat historii, człowiek zaangażowany w życie lokalnej społeczności, były aktywny członek Towarzystwa Kościuszkowskiego i przede wszystkim mieszkaniec, któremu los naszego miasta nie jest obojętny?

– Zarówno mieszkańcom miasta i gminy Połaniec, jak i odwiedzającym nasze miasto gościom oraz turystom, chciałbym życzyć przede wszystkim niesłabnącej dumy z tego, kim jesteśmy i skąd pochodzimy. Nie możemy nigdy wstydzić się swojego pochodzenia, ponieważ w ten sposób zagubimy więź z naszą przeszłością i nie będziemy w stanie przekuć historycznego dziedzictwa w pozytywną energię do wspólnego działania. 

Życzę nam również, abyśmy zawsze potrafili się jednoczyć – i to nie tylko od wielkiego święta, przy majowych uroczystościach na Kopcu Kościuszki czy Cmentarzyku Kosynierów, ale także w naszej codzienności. Życzę nam wszystkim, by Połaniec nieustannie się rozwijał jako miasto przyjazne, bezpieczne i nowoczesne; miasto, w którym nasze dzieci będą chciały zostać, aby w przyszłości z dumą dopisać jego kolejny, piękny rozdział.

20. Jedno zdanie dla młodych mieszkańców Połańca. Gdyby miał Pan jednym zdaniem zachęcić młodego mieszkańca Połańca, aby zainteresował się historią swojego miasta – co by mu Pan powiedział?

– Zainteresuj się historią Połańca, ponieważ ulice, którymi dzisiaj chodzisz, kryją w sobie tajemnice, a poznanie własnych korzeni to najsolidniejszy fundament do świadomego budowania swojej własnej przyszłości.

Historia nie kończy się na tym, co wydarzyło się przed nami. Żyje w pamięci mieszkańców, rodzinnych fotografiach, opowieściach przekazywanych z pokolenia na pokolenie i w miejscach, które mijamy każdego dnia. Dzięki osobom takim jak Pan Łukasz Orłowski te lokalne historie mają szansę zostać zachowane i przekazane dalej – przyszłym pokoleniom mieszkańców Połańca.

Dziękuję za poświęcony czas i rozmowę. 

Agnieszka Borowska

Łukasz Orłowski

Łukasz Orłowski

powrót do kategorii
Następny

Pozostałe
aktualności

Przeglądasz tę stronę w trybie offline.
Przeglądasz tę stronę w trybie online.