Kto ma serce za życia, ma je i po śmierci...
Kto ma serce za życia, ma je i po śmierci... Takie jest moje zdanie...
Rok 2026 obfituje w rozmaite wydarzenia historyczne, wśród których dla nas, Polaków, szczególną datą jest 4 luty, kiedy w Mereczowszczyźnie (terytorium dzisiejszej Białorusi), 280 lat temu, urodził się jeden z naszych największych Polaków, Andrzej Tadeusz Bonawentura Kościuszko, bohater dwóch kontynentów, Europy i Ameryki, przywódca powstania, który słowo „wolność” wyssał z mlekiem matki! W związku z przypadającą niebawem tą wspaniałą, okrągłą rocznicą urodzin patrona Ziemi Połanieckiej, miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w dniu 20 stycznia 2026 roku w wydarzeniu, które w mojej pamięci jako historyka regionalisty, pozostanie do końca życia... Wraz z ponad dwudziestoosobową delegacją z terenu miasta i gminy Połaniec, z Panem Burmistrzem Jackiem Benedyktem Nowakiem na czele, złożyłam hołd Naczelnikowi Kościuszce pochylając kornie głowę przed urną z zabalsamowanym sercem Najwyższego Naczelnika Siły Zbroyney Narodowey, znajdującym się od ponad stu lat na Zamku Królewskim w Warszawie. Historia serca Kościuszki to gotowy scenariusz na film. I choć powstało ich kilka poświęconych postaci naszego bohatera narodowego, jak do tej pory żaden na kolana mnie nie powalił! Najwyższy czas, by i Państwo poznali tę historię...
Ostatnie lata życia Tadeusz Kościuszko spędził w kraju Helwetów, w Szwajcarii, w małym Solothurn, które my, Polacy nazywamy Solurą, gdzie wzdłuż brzegów Aaru wznoszą się mury fortyfikacji, pamiętające ataki Germanów, Austriaków i innych… Tam, u podnóża Alp, odnalazł generał wreszcie swoją przystań, a z nią święty spokój… Solura rzeczywiście taka jest. Odwiedziłam to miejsce w 2011 roku z przedstawicielami środowisk kościuszkowskich z całej Polski, z Prezesem Fundacji Kościuszkowskiej, Panem Markiem Leszkiem Krześniakiem na czele, w związku z przypadającą wówczas 75 rocznicą powstania tam Muzeum Tadeusza Kościuszki. Znajduje się ono w mieszkaniu, które zajmował generał w czasie swojego dwuletniego pobytu w Solurze aż do śmierci w dniu 15 października 1817 roku, pracując jako nauczyciel domowy córek swojego wielkiego przyjaciela, Franciszka Zeltnera, szwajcarskiego sędziego, oficera i polityka, senatora Republiki Helweckiej. Córki Zeltnera, uwielbiały Tadeusza Kościuszkę, ceniąc jego rozległą wiedzę i umiejętności, bo pamiętajmy, że generał stał się legendą jeszcze za żywota. Gdziekolwiek postawił swoją stopę, był uwielbiany i szanowany przez mieszkańców. Zawsze skromny, oszczędny, cichy, pełen pokory do świata i ludzi… Szczególną sympatią darzyła Kościuszkę młodsza z córek Państwa Zeltnerów, Emilia, oczywiście ze wzajemnością, a generał obiecał jej swoje serce po śmierci, co też się stało. Zresztą w jednym ze swoich listów do Naczelnika, napisała: „ Monsieur le General! (…) Pan umie czytać w sercach, Generale”. Emilia wyszła za mąż za dosyć majętnego hrabiego Morosiniego, a ich potomkowie przekazali serce Kościuszki do muzeum w Raperswilu 17 października 1895 roku. Nasz kolejny wielki rodak, Stefan Żeromski, który wówczas piastował zaszczytną funkcję bibliotekarza w muzeum napisał: „Kiedyś je stamtąd do Polski zaniesiemy…”.
O tym, że serce twórcy Uniwersału Połanieckiego spocznie w Polsce, zadecydował Sejm odrodzonego państwa uchwałą podjętą 21 października 1921 roku, regulującą kwestię przeniesienia zbiorów Muzeum Polskiego w Raperswilu, gdzie przez dziesiątki lat była przechowywana ta jedna z naszych najcenniejszych narodowych relikwii. Wiele lat temu odwiedziłam to powstałe w 1870 roku, muzeum. Przez pół wieku spełniało ono swoje najważniejsze ważne zadanie, jakim było podtrzymywanie polskiego ducha na obczyźnie. W momencie, kiedy Rzeczypospolita wstała z kolan i powróciła na mapę świata, muzeum to utraciło swój dotychczasowy charakter.
Z sercem Kościuszki od początku łatwo nie było. Lata dyskusji polsko-szwajcarskich na szczeblu dyplomatycznym upłynęły, nim doczekaliśmy się jego powrotu do kraju nad Wisłą. Koszt operacji szacowano na jakieś 40 tysięcy ówczesnych franków. Rok 1927 przyniósł przełom w tej kwestii, kiedy w inicjatywę sprowadzenia do Polski zbiorów Muzeum Polskiego w Rapperswill włączył się Marszałek Józef Piłsudski, w pięknych słowach ujmując postać Naczelnika:
- „Dano mi wszystko do rąk. Dla upiększenia mojej pracy, dla upiększenia moich wspomnień, dla honoru i zaszczytu dano mi miano, które u nas dziecko, gdy wymawiać słowa polskie zaczyna, wspomina je z czcią – dano mi nazwisko „Naczelnika”, imię, które łzy wyciska, imię człowieka, który żyje zawsze, wielkie imię Kościuszki …”
15 października 1927 roku, w setną rocznicę śmierci generała, prasa warszawska podała, że „przybył do Warszawy pociąg wiozący w zamkniętej szkatule serce bohatera narodowego, Tadeusza Kościuszki. Po długich latach spoczynku w obcym kraju powraca serce do wolnej Ojczyzny, dla której zawsze biło czynną i ofiarną miłością…”
I tak serce Najwyższego Naczelnika Siły Zbroyney Narodowey spoczęło na Zamku Królewskim w stolicy. To jeszcze nie koniec historii! Wraz z wybuchem II wojny światowej, nasza kochana Warszawa stanęła w płomieniach! Zamek wraz z całym swoim jestestwem został przez Niemców wysadzony w powietrze, a Matka narodu polskiego w osiemdziesięciu procentach zburzona! Kiedy po wojnie odgruzowywano cały Plac Zamkowy, wśród ruin katedry św. Jana, nagle spod robotniczych oskardów zdał się słyszeć dźwięk, który budził nadzieję… Jak myślicie Państwo, cóż to być mogło? Ano szkatuła skrywająca urnę z sercem Tadeusza Kościuszki… Ostała się w pełnym kształcie, nietknięta przez ogień! Ja poznałam tę historię dzięki Pani Barbarze Wachowicz, słynnej pisarce, która całe swoje życie poświęciła postaciom Wielkich Polaków w kraju i poza jego granicami, uhonorowanej licznymi tytułami i odznaczeniami, Pisarce Losu Polskiego. Dane mi było porozmawiać z nią osobiście w Krakowie na Wawelu w 2017 roku podczas obchodów dwusetnej rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki.
Szanowni Państwo! Dobroci serca Tadeusza Kościuszki żadną miarą zmierzyć nie można! Kto pozna tę postać dogłębnie tak jak ja, jej losy i wpływ na potomnych, przyzna mi rację … Czym zaczęłam, tym zakończę! Kto ma serce za życia, ma je i po śmierci!
Połaniec, 20 stycznia, 2026 roku
Małgorzata Dalmata - Konwicka


