Pochyl kornie głowę nim będzie za późno...
Człowiecze! Ilekroć stopę postawisz na ziemi Auschwitz, wiedz, że jesteś na jednym wielkim cmentarzysku, gdzie dusze ludzkie proszą o zmartwychwstanie… Pamiętaj o nich… Pamiętaj o miejscu, gdzie ziemia szepcze… Szepcze modlitwę za tych, którym los wziął to , co dał… I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od pomysłu chorych ludzi o wielkich ambicjach… Adolf Hitler, Heinrich Himmler, Hermann Goring, Reinhard Heydrich wraz z innymi oprawcami , podjęli decyzję o uruchomieniu fabryki śmierci. A ta pracowała jak szalona, pochłaniając miliony ludzkich istnień… Żadne moje słowa nie oddadzą obrazu piekła, które ludzie tu na ziemi stworzyli. Jedno drugiemu... Co najgorsze, znaleźli rzesze naśladowców, także i dziś, zaś Auschwitz stało się dla nich centrum hitlerowskiej polityki w kwestii rasy i narodu. A dla mnie - odczłowieczenia…
30 kwietnia 1940 roku przyjechał do Oświęcimia hauptsturmfurher Rudolph Hӧss, który na tej nieludzkiej ziemi został pierwszym komendantem fabryki śmierci. Musiał zadbać o wszystkie szczegóły, ponieważ obóz dopiero powstawał, a jego terenem były dawne koszary wojskowe. Paskudna okolica, podmokły teren , stwarzały dodatkowo nastrój przygnębienia. Hӧss miał niesamowite zdolności przywódcze, a przy tym wydawał się cichy, opanowany i w niczym nie przypominał oświęcimskiego kata… Nienawidził Żydów , jak wszyscy hitlerowcy i mówił o nich „asfaltowa kultura”.
Najpierw do obozu trafiło 30 niemieckich kryminalistów przeniesionych z obozu koncentracyjnego w Sachsenchausen. Stali się oni pierwszymi kapo. Sprawowali władzę na szczeblu między SS a polskimi więźniami.
Rudolph Hoss mówił:"
Walka jest matką wszystkiego… Człowiek żyje i jest w stanie wznieść się ponad poziom zwierząt nie dzięki postępowaniu według zasad humanizmu, lecz wyłącznie dzięki brutalnej walce. Każdy, kto okaże więźniom chociażby najmniejszy ślad współczucia, musi natychmiast zniknąć z naszych szeregów. Potrzebni mi są tylko twardzi i na wszystko zdecydowani esesmani! "
Auschwitz był niemieckim obozem koncentracyjnym , założonym przez nazistów . Potem otrzymał miano obozu zagłady Żydów w komorach gazowych. Niemcy kochali przyrodę… Dla przykładu Himmler miał za sobą studia rolnicze, dlatego sam obóz miał funkcjonować jako przykrywka pod doświadczalne gospodarstwo rolne… A w rzeczywistości więził , terroryzował ludzi aż po ofiarę życia ponad miliona istnień. Dzień, noc… Światło lamp, psy, esesmani . Bicie, popychanie kolbami, rozdzielanie rodzin, upokorzenie na każdym kroku, nagość, golenie, lodowata woda i brudne pasiaki… To obozowa rzeczywistość. Wokół potęgujący się smród spalonych ciał z krematorium… Chłód, głód, praca fizyczna ponad miarę,…W Auschwitz Niemcy zgładzili ponad milion Żydów, Polaków, Romów, Węgrów, obywateli dawnej Jugosławii oraz jeńców sowieckich i innych...
Niemcy byli dosłownie wszędzie. Masowe aresztowania, łapanki i na Podhalu były na porządku dziennym. 14 maja 1940 roku przyszli po Bronisława Czecha, najbardziej utalentowanego polskiego narciarza okresu międzywojennego. Ten trzykrotny olimpijczyk, taternik i ratownik górski, ale także wybitny malarz, rzeźbiarz i poeta, trafił pierwszym transportem do Auschwitz, numer obozowy 349, ponieważ odmówił trenowania niemieckich juniorów. Wydał go kolega Austriak, Sepp Roehrl, specjalista od narciarstwa zjazdowego. Nawet na skrawkach papieru Bronek malował w obozie swoją małą Ojczyznę… Jeśli kiedyś będziecie Państwo zwiedzać teren obozu , zatrzymajcie wzrok na pięknym pejzażu, kwiecistej łące… Te „Krokusy” wyszły spod jego ręki...
Dzień w obozie latem rozpoczynał się o godzinie 4.30, zaś zimą o 5.30.
Gong, którym był kawałek szyny powieszony na słupie, dawał znak, że ostatni dzień życia więźnia zbliża się wielkimi krokami… Więźniowie słysząc ten dźwięk wstawali w pośpiechu i robili błyskawicznie porządek wokół siebie…
Lagerfürher Karl Fritsch na porannym apelu głosem lwa uświadamiał więźniów:" Przyjechaliście tutaj nie do sanatorium, ale do niemieckiego obozu koncentracyjnego! Stąd jest tylko jedno wyjście – przez komin krematorium! A jak się to komuś nie podoba to może zaraz iść na druty, które są pod wysokim napięciem! Ci z Was, którzy są Żydami, mają prawo żyć nie dłużej jak dwa tygodnie, księża mogą żyć jeden miesiąc, reszta – trzy miesiące !"
Rudolph Hoss, będąc wcześniej strażnikiem w Dachau, zauważył że więźniowie lepiej znoszą niewolę, kiedy pozwoli im się pracować… Z Hossem też tak było, kiedy odsiadywał wyrok w Lipsku i sklejał papierowe torby. Stąd przejął hasło obozowe: „Praca czyni wolnym…” Hoss był wierny SS. Awansował w Dachau, potem w Sachsenhausen, by w końcu zostać komendantem obozu w Oświęcimiu i raz na zawsze rozwiązać kwestię żydowską. Na terenie obozu i w okolicy więźniowie wykonywali rozmaite prace. Minimum czasu pracy to było 11 godzin, który był wydłużany latem, a skracany zimą. Nim nadeszła noc, więźniowie pilnowani przez esesmanów wracali do obozu. Zwykle nieśli zwłoki swoich kolegów, zabitych albo zmarłych podczas pracy. W niedzielę i święta więźniowie mogli słuchać koncertów orkiestry obozowej, zaś raz na dwa tygodnie wysyłać listy do rodzin.
24 grudnia 1940 roku w obozie odbyła się pierwsza wigilia... Na placu apelowym stanęła choinka, pod której gałęziami ułożono niczym prezenty ciała więźniów. Zmarli z wycieńczenia w trakcie pracy albo zamarzli na apelu…
Więźniowie dostawali trzy posiłki w ciągu dnia. Rano kawa lura, a tak naprawdę to była woda gotowana z namiastką kawy zbożowej. Herbatę zastępował wywar z ziół. Zwykle bez cukru. Na obiad zupa, gotowana woda, zabełtana ziemniakami, brukwią bądź niewielką ilością kaszy jaglanej, mąki żytniej czy ekstraktu spożywczego „Avo”. Na kolację kromka ciemnego chleba, łyżka margaryny, marmolady czy sera. Chleb, który dostali na kolację miał im wystarczyć na rano, lecz żołądki odpowiadały natychmiast… Niska kaloryczność jedzenia powodowała wyniszczenie organizmu, skrajne wychudzenie, biegunkę głodową... Nocą, kiedy obóz zasypiał , niektórym więźniom rozwiązywały się języki. W dzień mało rozmawiali: apel, mordercza praca, na każdym kroku inwigilacja. Każdy z nich żył z wyrokiem śmierci. Pytanie kto z nich pierwszy i kiedy…
W kompleksie 28 piętrowych bloków liczba więźniów dochodziła do 1200. Spali na siennikach rozkładanych na podłodze. Rano, po pobudce, zbierali je i układali w kącie każdej izby. Z powodu przepełnienia izb więźniowie mogli spać tylko na boku, poukładani w trzech rzędach. Każde pole więźniarskie nadzorował Lageralteste – starszy obozu.
W czasie działalności Auschwitz – Birkenau, żona komendanta głównego obozu, Rudolpha Hossa, założyła szwalnię. Młode żydówki uniknęły śmierci w komorach gazowych szyjąc ubrania dla nazistów.
I tak żony oficerów SS mogły poczuć powiew wielkich domów mody… i paradować po niemieckich bulwarach w kreacjach, których powstanie okupione było ogromnym stresem, ciężką pracą, łzami i siniakami. Podłość żony komendanta nie znała granic. Okradała ona więźniarki dosłownie ze wszystkiego. Już przy wstępnej selekcji ich suknie , futra, płaszcze, wpadały w ręce Hedwig Hosse. Po odświeżeniu, niewielkich przeróbkach zarabiała na nich kilkukrotnie. Zlecała też szycie nowych,, dla swoich przyjaciółek w Niemczech. Ostatnia krawcowa z Auschwitz, zmarła w 2021 roku.
Na terenie obozu funkcjonowała orkiestra. Nie byli to grajkowie jakich wielu spotyka się na ulicach i czy knajpach. To była górna półka polskiego przedwojennego rynku muzycznego. Członkowie orkiestr, fliharmonii i inni. Każdego ranka, kiedy więźniowie szli do pracy i wieczorem, kiedy wracali, orkiestra towarzyszyła im grając znane niemieckie marsze. Niemcy wprost lubowali się w marszach. Praca w orkiestrze pozwalała oderwać się więźniom choć na chwilę od wojennej rzeczywistości. Ratowali w ten sposób swoje życie i kolegów z celi. Ilekroć jestem w Auschwitz z moimi uczniami, trafiam na innego przewodnika. Od jednego dowiedziałam się jak flet uratował muzykowi życie ...obozu Auschwitz.
Jednym z najbardziej znanych więźniów w historii Auschwitz był franciszkanin Ojciec Maksymilian Maria Kolbe, numer 16670. Podczas apelu, przeliczano więźniów. Jak się wkrótce okazało, uciekł więzień z bloku ojca Maksymiliana. Następnego dnia, wczesnym rankiem, na placu apelowym, cały blok więźniów pozostawiono bez jedzenia i picia. Lipcowe słońce paliło niemiłosiernie. Nim zapadł zmrok wielu z nich umarło z wycieńczenia. Esesmani rzucali ciała na jeden stos. Ojciec Kolbe trwał nieporuszenie i nie ustawał w modlitwie trzymając w ręku różaniec. Stał jak Maryja Niepokalana pod krzyżem, na którym wisiał Jezus Chrystus…
Lagerfürher Karl Fritsch przekazał więźniom swoim ostrym, doniosłym głosem, iż poniosą karę za tego, któremu udało się zbiec. Dziesięciu z nich miało umrzeć śmiercią głodową w największych męczarniach… Kiedy Fritsch wskazał ostatniego więźnia, ten rozpłakał się rzewnymi łzami i drżącym głosem powiedział: „Więc mam osierocić żonę i dwoje dzieci?”. Był to sierżant Wojska Polskiego, Franciszek Gajowniczek, numer obozowy 5659. Słysząc te słowa o. Kolbe wystąpił z szeregu i wolnym krokiem szedł w kierunku komendanta Fritscha. Raportfürher Gerhardt Palitsch huknął w kierunku kapłana: „Wracaj do szeregu!” . Ojciec Kolbe poprosił go łamiącym głosem o rozmowę z komendantem. I wtedy stało się coś, czego jeszcze nie było w historii żadnego założonego przez Niemców obozu koncentracyjnego. A założyli ich ponad 600!! Więzień , o. Kolbe otrzymał zgodę na rozmowę z lagerfürherem, panem życia i śmierci w obozie! Kiedy zbliżył się do niego, zdjął czapkę (jak nakazywały przepisy w Auschwitz) i uklęknął z zamiarem pocałowania komendanta w rękę. Fritsch szybko cofnął rękę i ryknął: „Czego chce ta polska świnia?!”. O. Kolbe odpowiedział: „Chcę umrzeć za jednego z tych więźniów. Jestem stary i schorowany. Moje życie nie jest tak potrzebne jak jego. On jest młody. Ma żonę i dzieci.” Tym więźniem okazał się Franciszek Gajowniczek.
Skazanych zabrano do bloku nr 11, do maleńkiej piwnicy z zakratowanym okienkiem pod sufitem i zimną betonową podłogą. W rogu postawiono wiadro na odchody.
Każdego dnia wchodził do celi Bruno Borgowiec – numer obozowy 1192, więzień Polak, pracujący w administracji obozu. W tamtym czasie przydzielono go również do opróżniania wiadra i wynoszenia zmarłych z celi. Liczba więźniów malała z dnia na dzień. Był 14 sierpnia 1941 roku. Wigilia Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.
Ojciec Kolbe siedział oparty o ścianę. Na podłodze konało trzech więźniów…
Oto relacja Bruna Borgowca, tłumacza z Auschwitz:
„ Z celi, w której znajdowali się ci biedacy, słyszano codziennie głośne odprawianie modlitw, różańca i śpiewy, do których przyłączali się też więźniowie z sąsiednich cel. Ojciec Kolbe umiał pocieszyć ludzi. Współwięźniowie narzekali i w rozpaczy krzyczeli i przeklinali. Po jego słowach uspokajali się. Gdy miałem jego ciało z celi wynieść, siedział na posadzce oparty o ścianę i miał oczy otwarte. Jego ciało było czyściutkie i promieniowało. Jego twarz oblana była blaskiem pogody…” Ojciec Kolbe umarł dobity zastrzykiem z fenolu. Drugim, bo pierwszy nie zadziałał...
Trzydzieści lat po męczeńskiej śmierci o. Maksymiliana Marii Kolbego, papież Paweł VI ogłosił go błogosławionym wyznawcą, a polskie władze państwowe odznaczyły pośmiertnie Złotym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari. Uczyniło go to naszym bohaterem narodowym. Papież Jan Paweł II 10 października 1982 r. ogłosił Ojca Maksymiliana świętym męczennikiem Kościoła katolickiego. Uchwałą z dn. 21 października 2011 r. (poz. 977), Senat Rzeczypospolitej Polskiej ogłosił rok 2011 Rokiem Świętego Maksymiliana Marii Kolbego.
Czyż nie wypełniła się wola Maryi Niepokalanej, która niegdyś ukazała się małemu Mundkowi w kościele pod wezwaniem św. Mateusza w Pabianicach? Wszak obie korony: biała – symbolizująca czystość i czerwona - męczeństwo, należą do o. Kolbego…
Każde dziecko jest dla swoich rodziców wielkim darem od Boga. I tego daru broniła przed okrucieństwem nazistów pochodząca z Łodzi położna , Stanisława Leszczyńska, matka czworga dzieci. Ludzie nazywali ją „aniołem życia” albo „mateczką”.. Po latach we wspomnieniach Leszczyńska napisze: „Lubiłam i ceniłam swoją pracę, ponieważ bardzo kochałam małe dzieci. Może właśnie dlatego miałam tak wielką liczbę pacjentek, że nieraz musiałam pracować po trzy doby bez snu”. 17 kwietnia 1943 roku przekroczyła bramę Auschwitz razem z córką, Sylwią. Zgłosiła się tam dobrowolnie… Otrzymała numer 41355. Pracując w nieludzkich warunkach, nie mając żadnych narzędzi ginekologicznych , na przewodzie kominowym na starym, wysłużonym kocu, przyjęła w obozie 3000 tysiące porodów, podczas których nie zmarła ani jedna kobieta i ani jedno dziecko. Z tej ogromnej liczby obóz przeżyło 30 noworodków. Wszystkie dzieci „mateczka” chrzciła zaraz po przyjściu na świat. Ryzykując własne życie, chroniła te dzieciątka przed bestialstwem doktora śmierci, okrutnego Josepha Mengele… , który poprzez swoje barbarzyńskie eksperymenty, jak wstrzykiwanie dzieciom zastrzyków z trucizną, chciał odkryć tajemnice powstawania bliźniąt. Próbował zmieniać kolor oczu dzieci. Odcinał im także różne części ciała, sprawdzając jak organizm da sobie bez nich radę…
Śmierć jako nieodłączna towarzyszka życia więźniów w Auschwitz, każdego dnia zbierała swoje żniwo. Jedni nie wytrzymywali tego psychicznie. Rzucali się na druty. Inni ginęli w komorach gazowych. Jeszcze inni w krematoriach. Z ludzkich prochów Niemcy robili nawóz, który użyźniał pola kapusty i przydomowe ogródki. Któregoś dnia pobili dotkliwie Bronisława Czecha. Umierał powoli… W agoni jako żywe stanęły mu góry, turnicki i ten śpiew podhalańskich dziewcząt. Bronisław Czech odszedł z tego świata 4 czerwca 1944 roku
Irena Wiśniewdka przez całe życie niosła pomoc innym. O sobie samej powiedziała tak: „praca w rewirze stała się dla mnie misją. Chciałam i jeśli tylko mogłam, ratowałam ludzi. Robiłam wszystko, co mogłam, żeby pomóc chorym kobietom przeżyć. Dawałam dodatkową porcję leków, o ile taka była, większy kawałek chleba, gdy te chore na tyfus z powodu braku apetytu nie zjadły swojej porcji. Największym ryzykiem było ingerowanie w karty chorych…” . Przyzwyczajona do śmierci, napisze po wojnie we wspomnieniach: „Łyse, , nagie, pokryte niemal na całym ciele wrzodami, z dzikim wyrazem bólu w oczach, siedzące na kojach kobiety, zabijające wszy”…
Tysiące dzieci szły na śmierć… Odarte z marzeń o szczęśliwym dzieciństwie, o prawdziwej przyjaźni i świecie bez wojen …I tak szli śpiewając kołysankę, by zapaść w swój ostatni wieczny sen…Razem z nimi szła na śmierć pielęgniarka… Ilse Herlinger Weber, autorka wierszy i piosenek dla dzieci. Została deportowana z getta w Teresinie do Auschwitz. Ona nigdy nie opuszczała swoich podopiecznych… 6 października 1944 roku w komorach gazowych w Auschwitz dzieci śpiewały kołysankę jej autorstwa pt. „Wiegala”, a po nich kolejne… „Wiegala” stała się symbolem męczeńskiej śmierci tych, co byli tylko ducha Bogu winni…
Essesmani żerowali na talentach więźniów. Zlecali im. m.in. rysunki instruktażowe, makiety i obrazy z planami rozbudowy obozu, prace plastyczne dokumentujące przebieg chorób i eksperymentów medycznych i przedmioty rzemiosła artystycznego, a nawet obrazy, rzeźby. Potem wysyłali je do swoich domów.. Więźniowie tworzyli z różnych powodów: ucieczka, choć na chwilę, od koszmaru, zdobycie dodatkowej kromki chleba…
A ile takich prac powstało nielegalnie? Więźniowie wykradali materiały z biur SS i warsztatów rzemieślniczych. A wszystko to wiązało się z ogromnym niebezpieczeństwem.
Oto wspomnienia jednego z nich, Franciszka Niedźwiedzkiego , którego rysunki wykryło SS . Essesmannem, który rozpatrywał jego sprawę był SS – Scharfuhrer, Wilhelm Boger: "Na myśl o tym, robi mi się zimno i krew jakby znowu do głowy uderzyć miała.… Jakby się pode mną ziemia rozstąpiła… Uświadomiłem sobie wtedy, co się stanie i jak się to odbywać będzie… Zatem Politische Abteilung (Oddział Polityczny, obozowe gestapo) – śmierć i to jaka śmierć, a wcześniej męka. SS-Scharfuhrer usiadł za stołem i oglądał moje rysunki … Przez obolałe oczy widziałem, że oglądał z zainteresowaniem… Czułem, że nie powieszą mnie, czułem też, że karę dadzą mi we własnym zakresie, a nie przez Poltische Abteilung, bo rysunki essmann chciał skraść dla siebie… Inaczej by musiał je posłać wraz ze mną, a ten schował je do szuflady. Skazano mnie na trzy miesiące karnej kompanii, zakaz otrzymywania paczek oraz wysyłania i odbierania listów. Z jarzmem 40 kilogramów piasku na pochylonych plecach.. W kółko, w kółko… Dwanaście godzin… Tak w kółko trzy miesiące wraz ze setką innych przeklętych… W kółko … Dzień w dzień… jeszcze krok, choć jeden, nim padnę, a kapo dobije…"
27 stycznia 1945 roku żołnierze 60 armii Pierwszego Frontu Ukraińskiego otworzyli bramy KL Auschwitz. Łącznie wyzwolili 7 tysięcy więźniów… Pierwsi do niemieckiego obozu koncentracyjnego i obozu zagłady dotarli konno zwiadowcy. Po walce z wycofującymi się Niemcami, obydwa obozy, Auschwitz i Birkenau zostały wyzwolone . A była to godzina 15…. Godzina Miłosierdzia Bożego. Więźniowie wyszli z nazistowskiego piekła, wyczerpani fizycznie i psychicznie , odarci do cna z godności człowieka... I choć nie mogli wydusić z siebie ani słowa, jedni z wyczerpania, inni, bo zobaczyli, że to , co niemożliwe, możliwym się stało, ich spojrzenia mówiły wszystko… , zaś całe ich cierpienie było wymalowane na twarzy… Oswobodzenia opuszczali teren ważąc 30-35 kg . Stosy wychudzonych, zamarzniętych ciał leżały pod ścianami baraków… Wśród nich ciała malutkich dzieci , dwu, trzy letnich, i starszych ...
Dziś mija 81 rocznica wyzwolenia Byłego Niemieckiego Nazistowskiego Obozu Koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Pamiętajmy o ofiarach tego ludobójstwa, póki życia starczy, bo żadna choćby najszczęśliwsza karta historii go nie przykryje!!!

Cześć pamięci wszystkich ofiar Auschwitz - Birkenau! Pokój Ich duszom
Połaniec, 27 stycznia 2026 roku
Małgorzata Dalmata - Konwicka


